
Były między nami tygodnie bez wiadomości. Były nieodebrane telefony. Były ciche dni, kiedy życie pędziło w różnych kierunkach i każdy z nas próbował po prostu dać sobie radę.
Ale kiedy dziś patrzę wstecz, widzę, że od klasy maturalnej byłeś obecny we wszystkich najważniejszych momentach mojego życia.
Przyjaźń nie zawsze wygląda jak w filmach. Czasem wygląda jak wspomnienie wspólnego śmiechu, które wraca po latach dokładnie tak samo mocno. Jak wiadomość wysłana o nietypowej godzinie. Jak świadomość, że gdzieś na świecie jest człowiek, który zna większość twojej historii.
Przeżyliśmy razem więcej, niż potrafię dziś policzyć.
Były podróże bez planu i plany, które nigdy nie doszły do skutku. Były festiwale muzyczne, gdzie gubiliśmy się w tłumie, a odnajdywaliśmy przy pierwszych dźwiękach ulubionej piosenki (titu titu). Były rozmowy do świtu, śmiech do łez, historie, które dla innych nie znaczą nic, a dla nas były całym światem.
Łączyła nas miłość do życia. Do odkrywania nowych miejsc. Do dobrego jedzenia. Do „złotych mew na trasach”. Do spontanicznych decyzji. Do ludzi, czego w dużej mierze nauczyłem się od Ciebie. Do przygód- które nie raz wjebały nas w kłopotki. Do tego uczucia, że świat jest większy, niż nam się wydaje, i warto go zobaczyć kawałek po kawałku.
Były też trudniejsze momenty.
Zmiany. Błędy. Rozczarowania. Okresy, kiedy nie rozumieliśmy się tak dobrze jak wcześniej. Ale prawdziwa przyjaźń nie polega na tym, że wszystko zawsze jest łatwe, ani na ciągłym chodzeniu ze sobą ramie w ramie. Polega na tym, że mimo przeciwności zostaje miłość. Szacunek. Wdzięczność. I właśnie to zostało.
Dziś żegnam Cię z ciężarem, którego nie potrafię jeszcze opisać słowami. Nie mogę narazie zaakceptować, nie znajduję na to miejsca.
Nie żegnam jednak wspomnień. Nie żegnam kilometrów, które razem przejechaliśmy. Zachodów słońca, które razem oglądaliśmy. Ani wschodów, szczególnie tych nadmorskich. Muzyki, która była tłem naszych historii. Smaków, które odkrywaliśmy. Miejsc, które na zawsze będą miały Twój ślad.