
Procesy, przez które przechodzę, są tak głębokie, wielowarstwowe i dzieją się na tylu poziomach jednocześnie, że czasami sam nie nadążam za tym, co się we mnie kończy, co właśnie puszcza, a co dopiero próbuje się narodzić. Mam lepsze dni. Mam gorsze dni. Potem znowu lepsze. I znowu gorsze.
Tylko że nawet te lepsze są dziś może połową tego, co kiedyś nazwałbym swoim zwyczajnym dniem.
Dlatego pojawiam się i znikam. Tutaj. W social mediach. Wśród ludzi. Towarzysko. Czasem nawet w relacjach, które są dla mnie ważne. Wybaczcie. Nie dlatego, że przestało mi zależeć. Właśnie dlatego, że zaczęło mi zależeć, na sobie.
Moja materia jest na permanentnym skraju wyczerpania. I pierwszy raz od dawna naprawdę jej słucham. Nie próbuję być silniejszy niż jestem. Nie próbuję udowadniać sobie, że jeszcze trochę wytrzymam. Nie chcę niczego pomniejszać ani lekceważyć tylko dlatego, że kiedyś potrafiłem przejść przez wszystko z uśmiechem i jeszcze zapytać, co robimy wieczorem.
Teraz o siebie dbam. Chcę zatrzymać się odpowiednio wcześnie, żeby nic niepotrzebnie nie zabrnęło za daleko. Dać sobie tyle czasu, ciszy, snu, samotności, obecności i miłości, ile naprawdę potrzebuję. Bo czuję, że nie wracam już do starego siebie.
Jego nie ma. I pierwszy raz nie próbuję go odzyskać.
Chcę poznać tego nowego. Tego, który zostanie, kiedy wszystko, co miało odpaść, w końcu odpadnie.
Wczoraj szedłem ulicą i zupełnie spontanicznie pojawiła mi się w głowie myśl:
„Wyszło już wszystko, czego chcę się na ten moment pozbyć. Chcę zrobić to asap”.
Zadzwoniłem do najbliższego od siebie fryzjera i umówiłem wizytę na dziś. Bez zbędnego zastanawiania się, choć z dużą symboliką. Pewnie dzisiejsze zaćmienie słońca nie stanowi przypadku.
Kiedy włosy spadały na podłogę, poczułem ulgę.
Jakbym nie zmieniał fryzury, tylko pozwalał odejść czemuś, czego już nie chcę ze sobą nieść. Nie wiem jeszcze dokładnie, kim będę po tym wszystkim.
Na razie uczę się jednej rzeczy- nie każdy moment życia jest po to, żeby rosnąć, tworzyć, błyszczeć i być widocznym. Niektóre są po to, żeby zniknąć na chwilę ze świata i zostać przy sobie. Z miłością.
Więc jeśli czasem mnie nie ma to właśnie tam jestem.
Przy sobie.