This site uses cookies to provide web functionality and performance measurement.   Got it

Closeright
Share
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.

Petar C.

  • Measurements
  • Portfolio
Petar C.

I od tej chwili wszystko stało się Podejrzane. Zarabiasz? Kombinujesz. Masz partnerkę za granicą? Uciekasz. Rozwijasz się? Na pewno coś kręcisz. Przedsiębiorca próbował chodzić prosto, lecz im prościej szedł, tym bardziej krzywo na niego patrzono. A że miał rezydencję w innym kraju, więc natychmiast doprawiono mu Gębę Uciekiniera. A że firma rosła, przyprawiono mu Gębę Cwaniaka. A że płacił podatki, nawet w chudszy miesiąc, tego nikt nie widział, bo Podatek nie ma twarzy, lecz Donos ma. W Krainie tej bowiem żyły kapusie- istoty międzyludzkie w stanie niedojrzałości donosowej, zdradzający z przymusu bycia kimś. Każdy z nich miał w kieszeni mały dzwoneczek. Gdy tylko coś zadźwięczało nie po ich myśli, samochód krzywo zaparkowany, czyjś nowy zegarek, czyjeś „lepiej idzie”, dzwoneczek brzęczał i rodziła się satysfakcja: „Niech mu dowalą kontrolę.” A Kontrola była jak Nauczyciel w krótkich spodenkach, co to zawsze wie lepiej. Gdy System się mylił, mówił: „Nieporozumienie proceduralne.” Gdy Przedsiębiorca się mylił, mówił: „Wina.” Prawo było tak elastyczne, że wyginało się zależnie od interpretacji. Eksperci spierali się nad słowami, a słowa rosły w znaczenie większe niż czyny. I oto po latach mówiono: „To mogło budzić wątpliwości.” A skoro mogło, to zapłać. Z odsetkami. Najlepiej z pokorą. Przedsiębiorca nie chciał przywileju. Nie chciał pomnika. Nie chciał nawet oklasku. Chciał tylko, by nie robiono z niego Ucznia do poprawki. Chciał jasności zamiast mgły. Stabilności zamiast zmiennej miny. Bo to on płacił pensje. To on ryzykował majątkiem. To on dźwigał ciężar nawet wtedy, gdy miesiąc był lichy i rachunki patrzyły krzywo. I tak żył w kraju, w którym przedsiębiorcy dojrzewają mimo Systemu, a nie dzięki niemu. I im bardziej rosną, tym bardziej próbuje się ich upupić. Lecz Przedsiębiorca zrozumiał w końcu rzecz jedną: Gęba narzucona nie jest twarzą prawdziwą. A Próg, choć wysoki, jest tylko progiem. I kto go przekroczył raz, ten już wie, że największą sztuką nie jest zarobić, lecz nie pozwolić się upupić. I to była cała przypowieść. Znacie taką krainę i takie istoty uczłowieczone przez Formę?

Petar C.

Widziałem się z @radio_lena_ pierwszy raz od dawna, bo ona mieszka w Bangkoku, a ja nie. To było krótkie spotkanie i spontaniczne, co dało mi dużo radości i pewnego rodzaju powiew świeżości (co z kolei uświadomiło mi, że bardzo mi jej brakuje- tej spontaniczności i Leny też, ale to pozostawię na inne spotkanie z Wami). Lena zapytała mnie jak było w Indiach, czym rozpoczęła między nami rozmowę o samorozwoju- o temacie, który do tej pory tylko tu „lizałem”. Poza tym, że wymieniliśmy się historiami z najświeższej przeszłości to doszliśmy też do wniosku, że to wszystko składa się temat (duchowość, samorozwój, wellbeing etc), który w SM jest tak szeroko poruszany i tym samym tak zdeptany, że oboje mamy opory przed poruszaniem go publicznie na poważnie. Bo czasem samorozwój nie wygląda jak lot w stronę światła. Wygląda jak rozbiórka własnego życia. I nikt cię nie przygotowuje na to, że największą przeszkodą nie będą inni ludzie. Tylko twoje własne mechanizmy obronne. W filozofii jogi (tak, wyjazd do Indii nie był przypadkowy) mówi się o kleszach – wewnętrznych przeszkodach, które zaciemniają percepcję. W Jogasutry wymieniono pięć: niewiedzę (avidya), fałszywe utożsamienie z ego (asmita), przywiązanie, awersję i lęk przed utratą/śmiercią. Brzmi starożytnie? To teraz przetłumacz to na codzienność: Niewiedza: nie wiem, kim jestem bez swojej roli. Ego: muszę mieć rację. Przywiązanie: nie puszczę, nawet jeśli mnie to boli. Awersja: uciekam przed tym, co niewygodne. Lęk: boję się zmian. To jest droga. Nie kryształowa. Surowa. I co ciekawe, współczesna psychologia tylko potwierdza to, o czym mówili jogini tysiące lat temu. Badania pokazują, że nawet 60–70% dorosłych nosi w sobie nierozwiązane doświadczenia traumatyczne z dzieciństwa, które wpływają na styl przywiązania i relacje w dorosłości. Ciało reaguje szybciej niż umysł. Układ nerwowy podejmuje decyzję, zanim zdążysz „pomyśleć”. Dlatego czujesz napięcie w brzuchu. Dlatego zamrażasz się w konflikcie. Dlatego wybierasz podobnych partnerów, choć obiecujesz sobie, że „tym razem będzie inaczej”. W fizyce kwantowej mówi się, że obserwator wpływa na wynik eksperymentu. Cd w komentarzach

Petar C.

Męska przyjaźń? To jest temat, który ma więcej głębi, niż się ludziom wydaje. Powiem wprost: jest niedoceniana. I często źle rozumiana. Wielu facetów nie uczy się budować relacji emocjonalnych tak jak kobiety. Uczy się rywalizacji, radzenia sobie samemu, „ogarnięcia tematu”. A potem nagle w dorosłości okazuje się, że brakuje kogoś, komu można powiedzieć: „stary, jest mi ciężko”, bez maski. Ale kiedy męska przyjaźń jest prawdziwa, to jest potężna. Jest pełna wolności, wsparcia, obecności, zrozumienia na poziomie znanym tylko mężczyznom i ciszy, która nie jest niezręczna. Zaufanie. Z drugiej strony, trzeba powiedzieć uczciwie, wielu mężczyzn ma relacje koleżeńskie, nie przyjacielskie. Znajomi do aktywności. Partnerzy do biznesu. Kumple do śmiechu. Ale mało kto, z kim można być naprawdę odsłoniętym. I tu jest ciekawa rzecz: im bardziej dojrzały mężczyzna, tym bardziej docenia głęboką przyjaźń. Bo rozumie, że sukces, pieniądze, status - to wszystko jest puste, jeśli nie masz z kim tego przeżyć. ________ Male friendship? It’s a lot deeper than most people are willing to admit. Let’s be honest: it’s underrated. And wildly misunderstood. Most men aren’t taught how to build emotional bonds. They’re taught how to compete. How to handle things alone. How to “deal with it.” So one day in adulthood, it hits them, there’s no one they can call and say, “Man, I’m not okay.” No mask. No performance. No scoreboard. Because many men don’t actually have friends. They have: business partners, gym buddies, drinking companions, group chats full of banter But very few have someone they can be fully unarmored with. And here’s the twist: when male friendship is real, it’s powerful. It’s freedom. It’s support without interrogation. It’s presence without pressure. It’s understanding that doesn’t require a 40-minute explanation. It’s silence that isn’t awkward. It’s trust. The older and more self-aware a man becomes, the less impressed he is by money and status, and the more he values loyalty. Because success with no one to share it with feels like winning a championship in an empty stadium.

Petar C.

Ustalmy kilka faktów. Pierwszy jest taki, że faktycznie potrzebowałem obciąć włosy. Drugi jest to taki, że mój chłopak potrafi zrobić naprawdę piękne zdjęcie, ale też takie wybitnie złe. Szczególnie mnie. I takim właśnie otwieram tę karuzelę. Zrobił je i powiedział, że wyglądam ja Einstein (ciężko się nie zgodzić) i szybko dodał, że szkoda, że nie mam jego mózgu (mówi się, że inteligentny człowiek nie powinien wchodzić w niepotrzebną polemikę, więc ze skromności nie zaprzeczyłem). Kolejny fakt, uwieczniony na drugim zdjęciu, jest taki, że zaliczyłem w Dubaju najgorsze cięcie ever. No trudno, odrośnie. Niestety mój najdroższy był wtedy ze mna i jak tylko zobaczył mnie po to skomentował, że wyglądam jak Alison- bohaterka serialu na podstawie Cobena, który oglądamy. Znowu miał rację. Reszta to już wspólne chwile z życia wzięte i zaplute podczas mycia zębów lustro. _____________ Let’s establish a few facts. Fact one: I definitely needed a haircut. Fact two: my boyfriend is capable of taking truly beautiful photos — and also absolutely tragic ones. Especially of me. And yes, that’s exactly how I’m opening this carousel. He took that first photo and said I look like Einstein. Hard to disagree. Then he quickly added that it’s a shame I don’t have his brain. They say an intelligent person doesn’t engage in unnecessary arguments, so out of pure modesty, I didn’t disagree. Another fact, documented in slide two: I survived the worst haircut of my life in Dubai. It happens. Hair grows back. Unfortunately, my beloved was there too — and the moment he saw me, he said I look like Alison from that Harlan Coben series we’re watching. Once again, he was right. The rest is just us — real life moments, shared memories, and a toothpaste-covered mirror, as always.