This site uses cookies to provide web functionality and performance measurement.   Got it

Closeright
Share
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.
Petar C.

Petar C.

  • Measurements
  • Portfolio
Petar C.

Procesy, przez które przechodzę, są tak głębokie, wielowarstwowe i dzieją się na tylu poziomach jednocześnie, że czasami sam nie nadążam za tym, co się we mnie kończy, co właśnie puszcza, a co dopiero próbuje się narodzić. Mam lepsze dni. Mam gorsze dni. Potem znowu lepsze. I znowu gorsze. Tylko że nawet te lepsze są dziś może połową tego, co kiedyś nazwałbym swoim zwyczajnym dniem. Dlatego pojawiam się i znikam. Tutaj. W social mediach. Wśród ludzi. Towarzysko. Czasem nawet w relacjach, które są dla mnie ważne. Wybaczcie. Nie dlatego, że przestało mi zależeć. Właśnie dlatego, że zaczęło mi zależeć, na sobie. Moja materia jest na permanentnym skraju wyczerpania. I pierwszy raz od dawna naprawdę jej słucham. Nie próbuję być silniejszy niż jestem. Nie próbuję udowadniać sobie, że jeszcze trochę wytrzymam. Nie chcę niczego pomniejszać ani lekceważyć tylko dlatego, że kiedyś potrafiłem przejść przez wszystko z uśmiechem i jeszcze zapytać, co robimy wieczorem. Teraz o siebie dbam. Chcę zatrzymać się odpowiednio wcześnie, żeby nic niepotrzebnie nie zabrnęło za daleko. Dać sobie tyle czasu, ciszy, snu, samotności, obecności i miłości, ile naprawdę potrzebuję. Bo czuję, że nie wracam już do starego siebie. Jego nie ma. I pierwszy raz nie próbuję go odzyskać. Chcę poznać tego nowego. Tego, który zostanie, kiedy wszystko, co miało odpaść, w końcu odpadnie. Wczoraj szedłem ulicą i zupełnie spontanicznie pojawiła mi się w głowie myśl: „Wyszło już wszystko, czego chcę się na ten moment pozbyć. Chcę zrobić to asap”. Zadzwoniłem do najbliższego od siebie fryzjera i umówiłem wizytę na dziś. Bez zbędnego zastanawiania się, choć z dużą symboliką. Pewnie dzisiejsze zaćmienie słońca nie stanowi przypadku. Kiedy włosy spadały na podłogę, poczułem ulgę. Jakbym nie zmieniał fryzury, tylko pozwalał odejść czemuś, czego już nie chcę ze sobą nieść. Nie wiem jeszcze dokładnie, kim będę po tym wszystkim. Na razie uczę się jednej rzeczy- nie każdy moment życia jest po to, żeby rosnąć, tworzyć, błyszczeć i być widocznym. Niektóre są po to, żeby zniknąć na chwilę ze świata i zostać przy sobie. Z miłością. Więc jeśli czasem mnie nie ma to właśnie tam jestem. Przy sobie.

Petar C.

Nie wiem czy to retrogradacja Merkurego, czy zmiany pogody, czy może kolektyw zrzuca co nie potrzebne, czy to zbieg okoliczności. Co by to nie było, od jakiegoś czasu zauważyłem wzmożony poziom kur w powietrzu i dochodzę do wniosku, że najbardziej niebezpieczne w złości nie jest to, że krzyczysz, lecz to, że na chwilę tracisz kontakt ze sobą- jakby ktoś przejął Twoje ciało, a Ty patrzył z boku i nie poznawał tej osoby. Złość potrafi wejść cicho i nagle zmienić wszystko: Twój wzrok, słowa, decyzje. Sprawia, że wszystko boli bardziej, a każdy gest wydaje się atakiem. Zamiast być sobą, stajesz się reakcją. Ale złość nie przychodzi, żeby Cię zniszczyć. Pojawia się, gdy coś w Tobie zostało przekroczone lub zbyt długo ignorowane- gdy Twoje serce próbowało mówić szeptem, a Ty nie słuchałeś. To krzyk tego, co potrzebuje uwagi. Nie musisz jej tłumić ani wybuchać. Możesz ją poczuć, naprawdę, bez uciekania. Usiąść z nią i zapytać: „co chcesz mi pokazać?” Wtedy przestaje walczyć. Bo pod nią zawsze kryje się coś bardziej prawdziwego: ból, tęsknota, miłość. Nie ta łatwa, lecz ta ważna, domagająca się, byś ją w końcu zobaczył. Złość nie jest wrogiem. To sygnał, że coś w Tobie woła o uwagę. Możesz ją dalej zagłuszać albo się zatrzymać i posłuchać. Ale pamiętaj, jeśli będziesz ją ignorować, wróci silniejsza, głośniejsza i bardziej bezlitosna. A jeśli odważysz się ją naprawdę usłyszeć, nie tylko przestaniesz się bać swoich uczuć- odzyskasz siebie w pełni.

Petar C.

Ostatnio straciłem bliskiego człowieka. Jesteśmy ze sobą na tyle zżyci, że wiem, że to nie jest dla Was obcy temat. Tamtego dnia nie odszedł tylko on. Odeszła też pewna wersja mnie. Od tamtej chwili inaczej patrzę na ludzi, miłość, przyjaźń i na samego siebie. Choć poczułem to jeszcze chwilę wcześniej, to dopiero teraz widzę to wyraźnie i potrafię o tym mówić. Śmierć nie tylko odbiera człowieka. Odbiera złudzenie, że mamy jeszcze czas. Tym samym zrozumiałem coś, co już na zawsze zmieniło sposób, w jaki kocham. Każdy z nas nie patrzy na świat takim, jaki jest. Patrzy na świat takim, jaki nosi go w sobie. Jeśli ktoś przez lata uczył się, że ludzie odchodzą, będzie dostrzegał odejście nawet tam, gdzie ktoś próbuje zostać. Jeśli ktoś nosi w sobie odrzucenie, często nie potrzebuje faktów. Wystarczy cisza. Jedno zdanie. Jeden dzień. Resztę dopowie jego własna historia. Przez długi czas wydawało mi się, że jeśli będę wystarczająco cierpliwy, wystarczająco obecny i wystarczająco kochający, druga osoba w końcu poczuje to bezpieczeństwo, które chciałem jej dać. Dziś już wiem, że to było i jest niemożliwe. Bo w takich przypadkach nie ma takiej ilości, ani jakości, która będzie dla kogoś wystarczająca. Bo nie jestem odpowiedzialny za historię, którą ktoś opowiada sobie o mnie. I to było jedno z najtrudniejszych zdań, jakie przyszło mi zaakceptować. Nie dlatego, że przestałem kochać ludzi. Wręcz przeciwnie. Najprawdopodobniej pierwszy raz zacząłem kochać ich na tyle dojrzale, żeby nie odbierać im prawa do ich własnej drogi. Nawet jeśli ta droga prowadzi z dala ode mnie. Nie walczę już o to, żeby ktoś zobaczył mnie takim, jakim jestem. Poddaję się temu, żebym każdego dnia nie przestawał takim być. Bo może właśnie na tym polega miłość? Na pozostaniu wiernym sobie, z otwartym sercem, nawet wtedy, gdy ktoś widzi Cię zupełnie inaczej. I jeśli śmierć mojego przyjaciela zostawiła we mnie jedną lekcję, to właśnie tę: Nie ma co udowadniać swojej wartości tym, którzy z jakiegoś powodu postanowili szukać dowodów na coś zupełnie innego.

Petar C.

Patrzyłem ludziom w oczy. Bardziej niż zwykle. Lubię patrzeć ludziom w oczy. Mężczyznom. I widziałem w nich coś, czego wcześniej chyba nigdy nie zauważyłem na taką skalę. Ciepło. Spokój. Czułość. Nie było w tych spojrzeniach rywalizacji, potrzeby udowadniania czegokolwiek ani dystansu, do którego tak bardzo się przyzwyczailiśmy. Szczególnie w zamożniejszej części Bliskiego Wschodu. Była życzliwość. Taka zwyczajna. Naturalna. Niewymuszona. To tylko moje doświadczenie. Być może ktoś inny zobaczy tu coś zupełnie innego. Ale ja wyjeżdżam z Batroun z myślą, że największą siłą człowieka jest to jak potrafi patrzeć na drugiego człowieka. Bo czasem jedno ciepłe spojrzenie mówi więcej niż tysiąc perfekcyjnie dobranych słów. I może właśnie dlatego niektóre miejsca pamiętamy całe życie. Nie przez widoczki, a przez ludzi, przy których sami zaczynamy patrzeć na świat trochę łagodniej. Eng. Most people will tell you to visit Batroun for the beaches, the food, or its ancient Phoenician streets. They’re wrong. The most beautiful thing I found there was the way people looked at me. For the first time in my life, I caught myself looking men in the eyes. Not because I had to. Because I wanted to. And I noticed something I’d never experienced on this scale before. Warmth. Softness. Peace. There was no performance. No silent competition. No need to prove who was stronger, richer, or more important. Just open, kind eyes. In a world where masculinity is so often confused with emotional distance, that felt almost revolutionary. Maybe it was just my experience. Maybe you’ll see something completely different. But I left Batroun believing that the strongest people aren’t the loudest ones. They’re the ones whose presence makes you feel safe without saying a single word. That’s why I won’t remember Batroun for its sea, its history, or its sunsets. I’ll remember it for the people who reminded me that kindness is still visible. Sometimes, all it takes is a pair of warm eyes to restore a little faith in humanity.