This site uses cookies to provide web functionality and performance measurement.   Got it

Closeright
Share
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz
Zuza stankiewicz

Zuza Stankiewicz

  • Measurements
  • Portfolio
Zuza stankiewicz

Dziś w Sunday Sound Club - SAULT “Chapter 1” (2026) Może wiecie, że SAULT właściwie nie istnieje w tradycyjnym sensie. Nie robią wywiadów, sesji zdjęciowych, nie budują wokół siebie żadnej klasycznej historii. Przez lata wydawali muzykę praktycznie bez promocji, czasem wrzucając całe albumy jako darmowe downloady. Za projektem stoi przede wszystkim producent Inflo, ale wydaje się, że w SAULT od początku chodziło o coś innego: żeby uwaga nie skupiała się na konkretnych twarzach, tylko na samej muzyce i tym, komu akurat jest potrzebna. Od „5” z 2019 roku wydali już kilkanaście albumów, poruszając się między wieloma gatunkami. „Untitled (Black Is)” i „Untitled (Rise)” pojawiły się w czasie protestów po śmierci George’a Floyda i dla wielu osób stały się soundtrackiem tamtego momentu. „Chapter 1” idzie jeszcze bardziej w stronę muzyki przypominającej coś pomiędzy nabożeństwem a wspólną medytacją. Wszystko jest tu dosyć spokojne, powtarzalne, z dużą ilością przestrzeni dla nas, słuchaczy. W oficjalnym opisie, SAULT mówi, że ten album “moves with patience and belief. Rhythm, breath, and silence sit side by side, creating a space that is reflective yet charged. There is warmth and expectation. A sense that something is gathering.” Najwięcej dzieje się tam, gdzie pozornie nie dzieje się nic - pauzy, powtarzalne hasła, cisza między okrzykami. Na „Chapter 1” ponownie pojawia się Cleo Sol, a wśród współtwórców są też Jack Peñate oraz Jimmy Jam & Terry Lewis. Co ciekawe, album ukazał się niedługo po bardzo głośnym konflikcie między Inflo a Little Simz dotyczącym finansowania pierwszego koncertu SAULT w 2023 roku, występu, na który fani czekali praktycznie od początku istnienia projektu. #sundaysoundclub #zazstankievitzvinyl #vinylcommunity #sault #chapter1

Zuza stankiewicz

Dziś w Sunday Sound Club - Nilüfer Yanya “My Method Actor” (2024) „My Method Actor” to trzeci album londyńskiej songwriterki Nilüfer Yanya i jednocześnie pierwszy wydany dla Ninja Tune. Płyta powstawała głównie we współpracy z producentem Wilma Archerem, z którym Yanya pracowała praktycznie w duecie, nagrywając materiał w Londynie, Walii i Eastbourne. Sama mówiła później, że był to ich najbardziej odosobniony i intensywny proces twórczy, przez długi czas nikogo nie dopuszczali do tego świata. Tytuł albumu pojawił się po tym, jak Yanya zaczęła czytać o method actingu, technice aktorskiej polegającej na wracaniu do bardzo konkretnych wspomnień i emocji, żeby wejść w rolę. Zainteresowało ją szczególnie to, jak cienka potrafi być granica między performowaniem a realnym przeżywaniem. To być może pierwsza płyta, przy której tak wyraźnie mówiło się o Nilüfer jako o artystce pewnej siebie. W wielu wywiadach powtarza się, że w porównaniu z wcześniejszymi albumami Yanya brzmi tutaj na spokojniejszą i bardziej pewną własnego języka. Pitchfork pisał nawet o „everyday luxury” czyli muzyce, która nie próbuje niczego udowadniać i po prostu istnieje we własnym tempie. Sporo osób zwróciło uwagę na to, że mimo nieco „zamkniętego” charakteru albumu, właśnie ta płyta najmocniej przyciągnęła nowych słuchaczy. W dyskusjach po premierze często pojawiało się porównanie do albumów, które niekoniecznie działają od pierwszego odsłuchu, ale bardzo zyskują gdy zostaje się z nimi na dłużej. #sundaysoundclub #zazstankievitzvinyl #vinylcommunity #niluferyanya #mymethodactor

Zuza stankiewicz

Dziś w Sunday Sound Club - Floating Points, Pharaoh Sanders & London Symphony Orchestra “Promises” (2021) “I listen to the waves of the water. Train coming down. Or I listen to an airplane taking off.” ~ Pharoah Sanders „Promises” to wspólny projekt Sama Shepherda (czyli Floating Points), Pharoah Sanders i London Symphony Orchestra. Album ukazał się w 2021 roku i był pierwszym nowym materiałem Sandersa od ponad dekady. Dla wielu osób stał się też symbolicznym spotkaniem dwóch zupełnie różnych muzycznych światów: brytyjskiej elektroniki i spiritual jazzu. Całość opiera się właściwie na jednym krótkim motywie fortepianowym, który powraca przez niemal cały, 46-minutowy utwór podzielony na dziewięć części. Sam Shepherd mówił później, że zależało mu bardziej na stworzeniu przestrzeni niż klasycznych kompozycji. Wokół tego jednego motywu stopniowo pojawiają się orkiestra, syntezatory i saksofon Sandersa. Bardzo dużo mówiło się o samym spotkaniu pokoleń. Kiedy album powstawał, Sanders miał ponad 80 lat, a Shepherd wychował się już na zupełnie innym muzycznym języku - elektronika, ambient i kultura klubowa. Mimo tego projekt od początku nie był zaplanowany jako „fusion” czy eksperyment dla samego eksperymentu. Bardziej jako wspólne słuchanie siebie nawzajem. Co ciekawe, nagranie powstawało przez kilka lat i początkowo miało być dużo mniejsze. Dopiero później Shepherd zdecydował się zaprosić London Symphony Orchestra, bo uznał, że utwór potrzebuje większej skali i dodatkowej warstwy emocjonalnej. Wiele osób pisało po premierze, że „Promises” działa trochę inaczej niż większość albumów, bardziej jak stan albo doświadczenie niż zbiór utworów. I chyba właśnie dlatego ta płyta tak mocno została z ludźmi. #sundaysoundclub #zazstankievitzvinyl #floatingpointspromises #pharoahsanderspromises #londonsymphonyorchestra