
Joga nie jest o osiąganiu. A może inaczej - nigdy nie była, dziś się to trochę rozmyło. Joga to nie dyscyplina sportowa, rozciąganie ani gimnastyka. Nie ma rankingów, nie ma poziomu wejścia, nie ważne ile godzin spędzisz na macie, nie da się być “dobrym” albo “złym” w jodze - można być jedynie w różnych miejscach.
W klasycznej tradycji joga nie jest rozumiana jako dążenie do osiągnięć, lecz jako proces rozwijania uważności, abhyāsy (regularnej praktyki), vairāgyi (nieprzywiązania) i stopniowego wyciszania umysłu.
Jeśli praktyka staje się kolejnym miejscem, w którym próbujemy udowodnić swoją wartość sobie lub innym, łatwo zgubić to, co w jodze najistotniejsze.
Absolutnie naturalnym jest czuć, że nie nadążasz, że ktoś jest od ciebie “lepszy”, że nie umiesz oddychać, że nie podoba ci się jak wyglądają Twoje asany. Możesz mieć ten wredny głosik w głowie, który mówi, że wszystko robisz źle i o co tu w ogóle chodzi. To normalne, ludzkie, to w porządku. Gdzieś pod tym wszystkim jesteś Ty, czucie, obecność.
Ostatecznie joga jest o wyciszeniu naszej gadającej głowy (czy też “zatrzymaniu poruszeń umysłu” - “yogaś citta-vṛtti-nirodhaḥ” (Yoga Sutra 1.2)). Nie oznacza to zatrzymania myślenia, ale stworzenie przestrzeni, w której możemy zobaczyć siebie głębiej niż przez pryzmat ocen, ambicji i lęków. Jeszcze zanim pojawiają się asany, znajdują się Yamy i Niyamy - etyczne fundamenty praktyki. Uczą jak budować relację z innymi i z samym sobą. Z większą życzliwością, uczciwością, umiarem, uważnością i odpowiedzialnością. Jeśli praktyka pozostaje wyłącznie ćwiczeniem fizycznym, łatwo przeoczyć tę głębszą warstwę.
Może joga nie pyta, ile już potrafisz.
Może pyta raczej czy potrafisz być obecna/y dokładnie tutaj, gdzie jesteś?
#yogascittavrttinirodhah #zuzastankiewiczyoga #filozofiajogi #yogastutras #czymjestjoga